'rękopisy nie płoną'... >> niedziela, 9 marca 2008 01:22:18
rękopisy nie płoną... a i owszem. na to niestety już nic nie poradzę... i na to że jeśli przyjdzie czas (to on wybiera, nie ja) to jak tylko znajdzie się pod ręką coś do pisania to znów pojawi się kolejny... tekst..? wiersz? coś takiego... tylko.. blog.. publiczny pamiętnik.. heh, może też nie spłonie, ale zniknąć może... co by wielką stratą nie było, w końcu jest tego od groma i trochę... tradycyjne zeszyciki to chyba niezły pomysł... wiersze... życie - przetworzone, ale jednak wciąż za dużo z życia mają... po co gadać..? co z 'netowym' pisaniem..? we'll see....
- - - - - -
'tylko pustynne stworzenia mogą na niej żyć... inne - jeśli szybko się z niej nie wydostaną - giną...
jestem Duchem pustyni... trwam.. wciąż trwam... pustynia jest moja, a ja jej... kiedy jedno z nas umrze, umrze i drugie...
przez moją pustynię czasem przechodzą ludzie... sami, albo małą karawaną... czasem znajdę jakiś porzucony list... książkę, lusterko czy jakąś inną drobną rzecz... zabieram je do siebie.... i uczę się ich świata... ale to tyko okruchy... czasem bywa, że któryś z wędrowców zauważy mój cień wśród skał... zaczyna wchodzić w labirynt, coraz dalej i dalej... jakże się cieszę, że w końcu ktoś z nich chce poznać i mój świat... tylko... po pewnym czasie zagłębiania się w labirynt zaczynają się cofać... zostawiają po sobie tylko puste manierki i worki po prowiancie... ci bardziej dociekliwi i odważni szukają dalej... ale po pewnym czasie siadają pod ścianą - bez sił, a ja tulę ich do ostatniego snu...
czasem pojawi się na mojej pustyni róża... która ożywa gdy trafi na czas deszczy i rzek okresowych... ale to nie trwa długo i znów wszystko wraca do normalnego rytmu...
Duchy pustyni zawsze były same... on i pustynia są jak jeden organizm.... w dzień karmię się słońcem - jego ciepłem i światłem... w nocy siadam na najwyższej skale i wpatruję się w gwiazdy... kiedyś... dawno temu odwiedził mnie śmieszny mały chłopiec... jego dom, jest tam wysoko - pokazał mi - to najmniejszy punkcik na niebie... gdy odchodził, obiecał mi, że gdy stracę mój własny dom, weźmie mnie do siebie...'
w granatowym kubku
zielona herbata
- mówią
że dobra na wszystko -
łagodzi i oczyszcza...
cały szary smutek
szkarłatnoczarny ból
i fioletowo-zielone sińce
przeszłości
teraźniejszości
i jutra...
o żółtawych odcieniach
strachu zwątpienia i niepewności
wypłukane przez "ziółka"
zaczynają wypływać
z wnętrza
wciąż więcej i więcej
bez końca...
krzyk w słuchawkach
wypełnia
olbrzymią i zimną pustkę wokół
na zakończenie kuracji - rumianek
- podobno dobrze robi
na opuchnięte oczy