Mam prawie 18 lat (stare babsko) :] i co?? Do czego ja doszłam??
Niespecjalnie wiele... Dalej głowa w chmurach i radość z przebywania z ludźmi. Nos w książkach i wierszach... Ręce dalej przeważnie chłodne, albo przebiegają szybko po klawiaturze, albo trzymając pióro wodzą po papierze: słowa, słowa, słowa... Czasem nawet nie słowa, lecz obrazy... Ręce co pokazują nie to samo co widzą oczy. Ujawniają wszystkie obawy, radości, smutki, pasje... Uważajcie na ręce. Za dużo mogą ujawnić. A papier jest niebezpieczny - przyjmuje wszystko... Co jeszcze?? Przeplata się w tym wszystkim mnóstwo wspomnień. Bardzo cennych, przechowywanych jak skarby. W sercu. W umyśle. W rzeczach materialnych - zdjęciach, pamiątkach, a nawet wierszach... Gdzieś w tym wszystkim unosi się też smużka czegoś... Nienazwanego. Czegoś duchowego. Zaklętego w małym obrazku, w drewnianych paciorkach nawleczonych na sznurek... Szkoda, że czasem, choć tak cenna - niewidoczna... Jest też dużo tęsknoty... Za ludźmi, za czymś ulotnym, co przeminęło, za wiosną... Bo co z tego, że to środek lutego?? Już tysiące ptaków dało się ponieść tej mieszaninie radości, nadziei i tęsknoty... Ja jeszcze się trzymam, ale kiedy nareszcie nadejdzie, nie będzie barier, radość tryśnie jak uwolniona górska rzeka... I nie będzie skulonego siedzienia w małym pokoiku wśród mieszaniny swojego życia i życia - co z tego, że rodziny - ale cudzego... Wśród zbyt wielu rzeczy, zbyt wielu oczekiwań i obaw, uczuć, zbyt wielu rzeczy włączonych naraz - kakofonii życia... I będzie tylko szalona radość i zieleń i słońce... i Mistrz... Mistrza poznałam już dawno. Ale nie doceniłam go. Nie zauważyłam tego piękna, kunsztu i magicznej siły jego pióra... Dopiero niedawno sobie to uprzytomniłam. I całe szczęście! Dziwię się, że byłam taka egoistką. A może do niektórych rzeczy trzeba dorosnąć?? Może wtedy otwierają się oczy?? Nie wiem... Mistrza znacie. Gdy jest źle - ale i nie tylko - nawet np. na koniec pięknego, udanego dnia, dobrze jest siąść, włączyć cicho ulubioną klasyczna muzykę (tu też mam mistrza: Howard Shore - twórca symfonii Lord of the Rings - cudna) i z pożółkłym tomikiem na kolanach usiąść i zatopić się choćby w paru strofach... Oczarowanie magiczną siłą wyrazu Mistrza. Jaka szkoda, że już go nie spotkam... Oto jego parę wierszy, moich ulubionych (mam jeszcze więcej, ale te chyba najbardziej toffam) :) i nimi chcę się z Wami podzielić:
Stepy Akermańskie
Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.
Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,
Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła.
* * *
Dobranoc
Dobranoc! już dziś więcej nie będziem bawili,
Niech snu anioł modrymi skrzydły cię otoczy;
Dobranoc! niech odpoczną po łzach twoje oczy;
Dobranoc! niech się serce pokojem zasili.
Dobranoc! z każdej ze mną przemówionej chwili
Niech zostanie dźwięk jakiś cichy i uroczy,
Niechaj gra w twoim uchu, a gdy myśl zamroczy,
Niech się mój obraz sennym źrenicom przymili.
Dobranoc! obróć jeszcze raz na mnie oczęta,
Pozwól lica. - Dobranoc! - Chcesz na sługi klasnąć?
Daj mi pierś ucałować. - Dobranoc! zapięta.
- Dobranoc! już uciekłaś i drzwi chcesz zatrzasnąć.
Dobranoc ci przez klamkę - niestety! zamknięta!
Powtarzając: dobranoc! nie dąłbym ci zasnąć.
* * * a więc, Dobranoc Wam, moi drodzy! :)
i trzymajcie się zdrowo, bo paskudna grypa panuje - ja już z niej wychodzę, ale nikomu nie życzę...