A polepszyło się. Mi. Ale jak się właśnie dowiedziałam co mnie czeka, to chyba znów mi się pogorszy ;/
Kurka, żeby tylko trochę w szkole nie być - konkurs i choroba, a tu tyle tego, że tylko się pochlastać... ;/ rany, bomba! X_X
A ja przyznam się, że nic nie umiem. Ale staram się (umieć) - tyle, że jakimś cudem nic mi do głowy nie wchodzi. (żebym jeszcze zakochana była, to rozumiem... a tak..?? ja nie wiem co się dzieje - hyhy, prymuska się stacza...^^)
Dobra, bo czasu ni ma ;/
muszę powkuwać.
Jeszcze tylko parę spraw...
Ale chyba najlepiej je ujmie ten tekścik... (Dagmarko, nie martw się, że wiersz - nie musisz interpretować - tu wszystko jest oczywiste - jak widać na załączonym obrazku - za oknem ;))
* * *
Twój świat
skrył swa twarz
za zasłoną
wirujących liści
magiczne poranki
tonące we mgle
płonące feerią barw
korony drzew
kolorowy wiatr
ciepłe blaski
to tylko przykrywka
już niedługo
wszystkie barwy
zostaną zmieszane
z błotem
nagie drzewa
wznoszące do nieba
swoje martwe kikuty
nie wzbudzą lęku
raczej odrazę
z domieszką smutku i żalu
wiatr stanie się
narzędziem tortur
zamrażając całe piękno w zarodku
a magia poranków
utonie w mroku...
słyszysz, teraz
świat śmieje się z Ciebie
szczerząc zęby
"Twój" świat?...
tak...
i nie...
podnieś wzrok
i... spójrz prosto w twarz
Pana Hyde
- - -
(czasem sama siebie przerażam... jeszcze niedawno... tamte wiersze... kurcze, ale się człowiek zmienia)
głupia notka >> środa, 25 października 2006 18:11:26
Argh.
Ja kiedyś naprawdę fiknę.
Heh, nawet wiersza odpowiedniego na mój teraźniejszy stan nie ma... Jakby był to bym się nim wykręciła i już. A tak to dupa. Blada.
Coś się delikatnie mówiąc pierniczy (hm, głupie słowo) ;/
A najgłupsze jest to, że nie wiem CO, więc sobie jeszcze tak pobędę )a może wszystko??) - "wpadłam do puszki z szarą farbą" i to zabija. Potrzebuję pigmentu!!! Już! Natychmiast! Bo jeszcze trochę i wybuchnie i wszystko wokoło będzie nią uwalone ;/
Ja nie wiem co to, może nawał pracy w szkole i do tego zaległości, ale i zimno, zieleni już prawie nie ma.... i wzystko wokół łysieje... moja siła życiowa - słońce - jest coraz dalej, krócej i coraz chłodniejsze... (yh, i głupio się przyznawać, ale w sercu też pusto... i boli. a jeszcze mnie prześladuje to co się zaczęło właśnie jakoś teraz rok temu i niedługo później rozwaliło - i to bynajmniej nie z mojej winy... zaznaczam, że mi przeszło - tylko po prostu jeszcze trochę boli) głupia jestem, wiem.
Dobrze, że jeszcze jest parę osób, co mnie jakoś trzymają.... :)
I tu dziękuję tym wszystkim co byli u mnie na moim 'kinder party' ;P (urodzinach, które zrobiłam z pewnym opóźnieniem) ;) że było bombowo i szaleństwo sięgało szczytu normy ;P (i co? można się świetnie bawić bez alkoholu!) No to wymieniam: Kama (albo: brutalne-dziewcze - dzięki!!! bo Ty zawsze się starasz mnie zrozumieć i pomóc), Paulinie, Oskarowi ('brat' dobry na wszystko ;P i dzięki za koncercik na gitarce), Natalii (też za muzę), Kamie F. (jak wyżej), Eli 'Pielorz' czyli Eli i Eli :) za nieustanną shishę, Bulusiowi (Madzi) ;)
No o było miło i się skończyło... Mam pomysł, dajcie mi w łeb, to może mi się coś odblokuje, albo utracę pamięć jakichś głupich zdarzeń albo co...
I będzie lepiej...
Może...
Nie wiem...
A kończę bo to bez sensu...
Hm, do napisania notki zdopingował mnie wiktor-f... (szczerze to już dawno się miałam za to brać, ale czasu brak...) Hm to jak coś, to będzie na Ciebie ;P Żartuję.
Tartuffe >> czwartek, 5 października 2006 15:29:25
P.S1 - prosze przeczytajcie do końca... zróbcie to dla mnie... ;)
P.S2.- Deyi, my naprawdę nie widzimy żadnego podobieństwa... To była ściema, nie? To nawet nie pasuje...
Weekend z książką.
Przygotowanie przed obejrzeniem inscenizacji. (w końcu trzeba sobie wyrobić jakieś zdanie i w ogóle wiedzieć o co chodzi, nie?)
Książka recenzowana jako nudnawa i dziwna okazała się świetnie napisaną sztuką, z niezłymi tekstami ;P i ciekawą koncepcją. (muszę to jeszcze raz przeczytać w wolnym czasie - max.3 godzinki ;))
Środa wieczór.
Kraków.
Parę dziewczyn wybiega z Empiku powiewając firmowymi reklamówkami z pachnącymi świeżością książkami i o wiele lżejszymi (albo po prostu pustymi) portfelami i leci na złamanie karku przez rynek w kierunku Teatru Starego. Na szczęście to nie tak daleko.
Pod teatrem udaje się im zdobyć dla swojej paczki cztery bilety obok siebie ;)
Teatr. Faktycznie stary - jak zauważył Oskar wskazując na zacieki w kolorze herbaty na białych poniżej ścianach => W foyer kiloro przyjaciół stanęło w kole, wyciągnęli tomik i zaczeli czytać wiersze :)
Już na sali - przyjaciele siedzieli obok siebie. Ale Oskara od Elki & Mery oddzieliło przejście... ;P
Trzeci dzwonek powiadomił nas, że jest już 19.15 i położył kres naszym rozmowom i rotacjom :)
Scenografia prosta - typowe wnętrze XIII-wiecznego domu - ale z bardzo ciekawymi rozwiązaniami szczególanie jeśli chodzi o oświetlenie (wow) :)
Muzyka - mało, ale bardzo różna - od klasycznej po nowoczesną.
Kostiumy - nowoczesne. Olbrzymi kontrast z stylem wnętrza. Postacie wydają się, że są jakby trochę 'nie na miejscu', nie pasują do tego wszystkiego.
I wreszcie aktorzy i ich kreacje. Globisz jako Orgon. No to była rola. Dla tych co byli: -A Tartuffe? / -Nieborak... ;P Rola Cleanta, też dobrze odegrana. Jeszcze ujdzie Elmira. I chyba tyle. Tak to tylko parę scen z pozostałymi aktorami było ok - np. kłótnia Walerego z Marianną, czy rozmowa Orgona z córką. Co do Doryny to nie wiem czy nie była trochę 'za wyraźna'. Marianna - nijaka. Brat... Jakiś z taki... Jakby troszkę niezrównoważony ;P Tartuffe - inaczej go sobie wyobrażałam. Ale może tu chodziło o to, by pokazać, że takie 'by(d)le co' potrafi nieraz innych nieźle omotać... A komisarz królewski to: 1) miał być facetem, 2) no chyba nie na różowo i bardziej oficjalnie powinien być ubrany.
I tak minęło 5 aktów - trochę okrojonych. Ogólnie nieźle. Ale pozostawia uczucie niedosytu... Nie to co np. 'Hamlet' (to było fajne, nie??) :)
Potem to już tylko spacerek do autobusu i droga do domku :)
A na drugi dzień wszyscy łazili niedobnici i dzięki litości 'z góry' skończyło się tylko na czterech lekcjach :D a poza tym oczywiście nas nie pytano (no raczej nie widzę nikogo, kto by się po północy uczył, kiedy już śpi na stojąco) ;P
Jeszcze jedno:
może juz Was zanudziłam, ale nie zawsze może być tak 'super', bo to by było za jednostajne ;P
Tartuffe...
'Bydełko' o niezłym charalterku... Równocześnie świetny aktor i mówca...
Dwulicowy krętacz... Ktoś, kto potrafi bez żadnych skrupułów tak omamić innych, że potrafi nimi nieźle dyrygować... Ale też i ktoś... nieszczęśliwy...
Bo co mu z dostatniego życia i ciągłego noszenia maski??
Hm..??
Nie, nie lituję się nad nim. Bo jest okropny. I nieprawdziwy.
Ktoś kto nie jest sobą, jest nikim. Szczególnie jeśli robi to z bardzo niskich pobudek.
Postać stworzona na podstawie prawdziwych wzorców - i co z tego, że ponad 150 lat temu??
Czy i w tych czasach nie spotykamy się z takimi 'Świętoszkami'?? Obłudnikami żerującymi na naiwności i głupocie innych??
Nie tylko religijna obłuda jest ich domeną. To ludzie, którzy dla zysku, wpływów czy osiągnięcia czegoś nie zawachają sie przed tak obrzydliwą (ale i niszczącą ich) rolą.
Czy wychodzi z tego coś dobrego?? Chyba nie...
Więc uważajcie...
Bo nigdy nic nie wiadomo...
Nie dajcie się złapać w sidła...
Ale i nie dajcie się omamić i nie niszczcie siebie i innych...
Uważajcie...
Może już ktoś z Was zaczyna wchodzić w rolę...?